dasNichts
to jest prywatny blog Piotrka Kaźmierczaka. traktuje o wszystkim po trochu, głównie o prostych historiach.
this is Piotr Kazmierczak's private weblog. generally written in Polish (since I'm a Pole), but occasionally in English (since I have some non-polish friends).
there's more English writing I do: at King Pestarium I write about FLOSS software and technology, and at Bluetrain I write about jazz music.
bo Bacha to jednak trzeba umieć zagrać
ilekroć siadam do jakiejś cięższej nauki (co zdarza się niezmiernie rzadko, ale z okazji wtorkowego kolokwium z AI… cóż, sami rozumiecie), tylekroć towarzyszy temu muzyka klasyczna. jakoś lepiej mi się skupia, gdy słucham skrzypiec i/lub fortepianu (Karolina mówi, że to nawet jakoś naukowo udowodnione).
w związku z tym od pewnego czasu poszukiwałem odpowiedniego nagrania cyklu Sonat i Partit na skrzypce solo J. S. Bacha (BWV 1001-1006). dzieło to wiekopomne, a dla każdego skrzypka, że tak powiem, obsesyjne i wyzywające. niby nie ma tam trudności technicznych, nie jest to żaden Ysaÿe ani Paganini, ale chyba każdy szanujący się skrzypek chciałby zagrać ten cykl jak najlepiej. stąd obsesje i wyzwanie. próbowało wielu, udało się nielicznym, bo choć sonaty i partity nie stawiają zbyt wielkich trudności technicznych, piętrzą za to trudności interpretacyjne.
muzycy i krytycy zgodnie mówią: do grania utworów solowych Bacha trzeba dojrzeć (tyczy się to zarówno cyklu na skrzypce jak i na wiolonczelę). ja natomiast dodaję od siebie: do słuchania Bacha na instrument solo też trzeba dojrzeć. w życiu swoim wykonań różnych partit czy sonat słyszałem dużo, nagrania posiadam trzy. wszystkie wykonania live, które dane mi było usłyszeć, ssą jak jeden mąż (włączając oczywiście moje własne). tym bardziej intensywne były moje poszukiwania nagrania możliwie doskonałego (to też btw. obsesja). były, bo wczoraj się zakończyły.
historycznie pierwszym wykonaniem, jakie usłyszałem, było nieszczęsne nagranie Yehudi Menuhina, którym niestety za młodu bardzo się zachwycałem. nagranie archiwalne z lat 30tych, więc jakość realizacji potworna. ale pal diabli realizację, skoro wykonanie tak tragiczne! Menuhin, podobnie jak wszyscy inni Starzy Mistrzowie Żydowscy (nie jestem antysemitą), gra Bacha tak jakby grał Brahmsa. lukier leje się ze strun w częściach wolniejszych, instrument cały drży od vibrato, a w częściach szybszych jest ostro i z kopyta. interpretacje złe, zupełnie ahistoryczne, ale wybaczamy, bo działo się to wszystko przed erą HIP, a ponadto Menuhinowi zapisujemy na plus fakt, że nagrał cały cykl jako pierwszy skrzypek w historii. wybaczamy, ale słuchać nie musimy.
drugim wykonaniem, na które natknąłem się całkiem niedawno (przedwczoraj), jest nagranie belgijskiego skrzypka Sigiswalda Kuijkena. linkuję na wiki, bo postać mi nieznana, a wychodzi na to, że mająca pojęcie o okręcie. znaczy o muzyce dawnej i barokowej. w rzeczy samej wykonanie Kuijkena różni się od Menuhina pod każdym względem. skrzypek gra na instrumencie barokowym, brzmienie ma z powietrzem, jest lekko, leciutko, leciusieńko… aż za bardzo. spieraliśmy się z Karoliną, czy brak mocy w brzmieniu nie jest tylko kwestią użycia instrumentu z epoki — ja tam nie wiem, może i jest. może nawet za czasów Bacha tak to po dziewczyńsku grano, jednak o ile wyczyny Menuhina były przegięciem w stronę cukru i klezmerstwa, o tyle interpretację Kuijkena uważam za przegłaskaną i nieco za suchą. still, jest to nagranie lepsze niż poprzednie.
i w tym momencie przychodzi czas, aby wreszcie powiedzieć: “ludzie, jest na świecie tylu skrzypków. tylu naprawdę złych, słabych skrzypków. ale na szczęście Bóg dał nam Gidona Kremera, on nas zawsze uratuje”. i tak się, rzekłbym, po prostu dzieje. gdy już przestajemy wierzyć, że ktoś potrafi te sonaty i partity dobrze zagrać, sięgamy bo nagranie Kremera (ECM 2002). i tam się kończą żarty, a zaczyna się muzyka.
każdy skrzypek jak i każdy miłośnik Bacha dobrze wie, że najcięższy kawałek z całego cyklu na skrzypce solo to Ciaccona z drugiej partity (BWV 1004), więc rzucamy Kremera od razu na głęboką wodę i każemy mu grać tę Ciacconę. a on nic, po prostu gra, wszystko realizując absolutnie wzorowo. jak ma być piano, to zaczyna z niczego. jak ma być schnell, to zaiwania. akordy wybrzmiewają odpowiednio długo, i nawet ten d-moll na początku tematu! cudowny! ani za krótki, ani za długi. odpowiednio mocny, ale nie przywalony. arpeggia zaczyna ppp, powoli dochodząc do dynamiki f, w kulminacji części arpeggiowej przesadnie osiadając na mocnych wartościach. tak! wreszcie! ktoś to zagrał dokładnie tak, jak sam bym chciał zagrać, a nigdy nie zagram! zwierzę się państwu, że gdy wybrzmiała ostatnia pryma Ciaccony, normalnie zacząłem bić brawo. dla upewniania, czy aby wykonanie innych utworów jest równie fantastyczne, zapodałem jeszcze Preludium i Bourrée z trzeciej partity — jakość interpretacji pozostała ta sama.
no ale dosyć wychwalania Kremera. wszyscy normalni ludzie wiedzą przecież, że jest on przeskrzypkiem, przeartystą i przewirtuozem. ideą mojego nieco przydługiego wpisu było wyrażenie odrobiny niechęci do wykonań “skrajnie” uświadomionych historycznie. Bacha nie należy ugłaskiwać, ale nie można też przeginać w drugą stronę. wyśrodkowane wykonanie Kremera jest właśnie dlatego najlepsze: chłopak znalazł złoty środek. tak trzeba grać! tak grajcie, mistrzowie! no ale już dosyć tego dobrego. wracam do problemów CSP, a wy drodzy czytelnicy, słuchajcie muzyki Kremera.
co czytać?
sprawa nie jest tak oczywista, jakby się mogło wydawać. ostatnio dyskutowaliśmy na ten temat z l-ziomami, a dziś moja mama poprosiła mnie, żebym jej polecił jakieś ciekawe strony w sieci, takie do poczytania. jechałem akurat autobusem i wysłałem jej kilka pozycji, głównie agorowych: Managerię, Wnętrza, Bryłę, Kolumbera i Bermudy. do tego dorzuciłem blog Edwina Bendyka, Wikitravel i kilka pozycji anglojęzycznych (NYT i cośtam jeszcze).
czy tylko to czytam? cóż, właściwie większości z wymienionych pozycji nie czytam (może prócz Managerii i Bendyka), ale wszystko inne, co przychodziło mi do głowy, miało mniej lub bardziej bezpośredni związek z technologią i/lub komputerami. bo przecież matce Slashdota czy xkcd nie będę polecał, nie? Wired, Techcrunch czy Yashke też odpadają. czyli co? co polecać? co czytać, ludzie? co czytacie?
Tumblize
Wow, lots of buzz around Tumblize today. Those guys that, for “just $999” will supply you with a brand new theme for your tumblelog. No, seriously, it’s just $999. For a one-page design. […]
wow. shite. sure I’m totally graphics-illiterate, sure I’ve no idea about design and such stuff, but I’d never pay almost a $1000 bucks for a theme, that doesn’t work properly in all the popular browsers (check out the mistakes Richard points out). Tumblize guys, good luck to you!
Spor - Nude (Spor Remix)
For the past month or so, Radiohead has been running a remix contest centered around the song Nude off their latest album, In Rainbows. Voting for the contest ended May 1st, and this remix by Spor was the clear winner, coming out 3562 votes ahead of the second place winner, Holy Fuck (which I also recommend checking out).
Spor’s remix changes the minimal arrangement of the original song to include some scratching and piano, while dropping the haunting, almost ghostly, backing vocals in favor of just Yorke’s vocal track. This gives the song a notably different feel, one I might like better than the original.
For those of you who like Spor’s remix, it can be downloaded here.
słuchajcie, a mnie się to nie podoba. no nie podoba mi się i już. znaczy sam konkurs to fajny pomysł, ale że niby ten remiks taki fajny? ee, niee.
O.S.T.R. -- Ja Tu Tylko Sprzątam
- king.pest: i co, podoba Ci się ten album?
- Topik: przesłuchałem 3 raz chyba dopiero. moje wrazenia sa jeszcze niepelne. co moge powiedziec to to ze plyta jest nastawiona bardziej personalnie na ostrego. jest jeden kawalek ktory mi sie podoba bardziej niz mniej, ale nie znam tytulu bo slucham z ipoda i nie wiem co leci. jeszcze pare razy przeslucham to bede mogl odpowiedziec, poki co hollylodz jest milsza.
- Topik: a Tobie?
- king.pest: mi się wydaje, że album jest przedni
- Topik: muzyka jednak jest dobra, jak zawsze jednak
- king.pest: ale faktycznie nieco inny niż Hollyłódź
- Topik: bez jednak na koncu
- king.pest: :)
there is a laptop in da house
Karolina jest od pewnego czasu posiadaczką laptopa HP-Compaq NC6000. cóż jednak z tego, skoro mieszkał on do niedawna w skierniewicach? na szczęście złe dla niego czasy skończyły się i przybył przedwczoraj na madalińskiego.
laptop jest obiektem zazdrości, miłości i pożądania. pożądam i zazdroszczę go ja, a miłujemy go równie oboje. najgorszy jest ten element nierówności: no bo Ona *ma* a ja *nie mam*. płaczu co nie miara, ale nic na to nie poradzę.
laptop wprowadził zasadnicze zmiany w mieszkaniu. stary komputer siemensa z wielkim monitorem CRT poszedł się chować pod biurko, a mój wspaniały demon mocy obliczeniowej (aka Hilbert) zajął wreszcie należyte mu miejsce w rogu pokoju. tym samym ja teraz siedzę przy biurku Kuby, a Karolina przy tym mniejszym (bo laptop nie zajmuje zbyt wiele miejsca) — zawsze to jakaś korzyść dla mnie.
nie muszę chyba mówić, że laptop jest wspaniały? co z tego, że nie najnowszy, nie najszybszy i nie najładniejszy — jest przenośny, można z nim usiąść w fotelu; jest cichutki i ma stację dokującą, do której można sobie podłączyć duży monitor LCD przez wyjście DVI. nie widzę wad. na dodatek Karolina zainstalowała sobie wczoraj Ubuntu Studio na nim, wszystko śmiga jak szalone, z marszu działa poprawnie wifi, bluetooth, irda, tablet i sprzętowa akceleracja grafiki ati. jedyne, czego nie udało nam się poprawnie skonfigurować to hibernacja/wstrzymywanie. niby działa, ale nie do końca poprawnie. jest niemalże gites jednym słowem.
patrząc na rosnącą szajbę własną na punkcie tego urządzenia, z przerażeniem i niecierpliwością wyglądam dnia, w którym sprawię sobie swój własny “komputer przenośny”. już powiedziałem Karolinie, że będę z nim spał, i słowa dotrzymam!
