koncertowanie

z zapraszaniem ludzi na koncerty i inne tego typu eventy to jest niezła zabawa. no bo: wysyłam mnóstwo mejli, spamuję grubo ponad 100 osób, a potem po próbie generalnej, jak już ludzie zaczynają się schodzić, zerkam ukradkiem z reżyserki, kto z zaproszonych przyszedł, a kto nie. obserwuję bacznie i myślę sobie: “o, Iksiński nie przyszedł, olał mnie. oho, na Igrekowskich liczyłem i chyba się przeliczyłem.” a za chwilę: “ale niech mnie, czy to naprawdę Zetowska? niesamowite, jednak przyszła!” i tak dalej. zabawa przednia, mówię wam. a serio: nikomu kto nie przyszedł nie mam oczywiście nic za złe, a przybyłym (szczególnie tym niespodzianie przybyłym) dziękuję serdecznie.

a odnośnie do wczorajszego koncertu: najlepiej poszło chyba M.A.D. Wojtka Błażejczyka, efektownie, z kopyta (tym razem ważniejsze było “z kopyta” niż strojenie) i w miarę, jak myślę, precyzyjnie; najgorzej chyba Autumn 8 Tomka Opałki (niestety). reakcje znajomych pozytywne, reakcje niektórych muzyków średnie. tak czy inaczej, był to mój pierwszy (i pewnie ostatni…) koncert w AMFC i wykonanie go zapisuję sobie na duży plus.

kto nie był, niech nie płacze, bo wszystko nagrane. jak tylko zmontują i udostępnią, to dam znać.

blog comments powered by Disqus