there is a laptop in da house
Karolina jest od pewnego czasu posiadaczką laptopa HP-Compaq NC6000. cóż jednak z tego, skoro mieszkał on do niedawna w skierniewicach? na szczęście złe dla niego czasy skończyły się i przybył przedwczoraj na madalińskiego.
laptop jest obiektem zazdrości, miłości i pożądania. pożądam i zazdroszczę go ja, a miłujemy go równie oboje. najgorszy jest ten element nierówności: no bo Ona *ma* a ja *nie mam*. płaczu co nie miara, ale nic na to nie poradzę.
laptop wprowadził zasadnicze zmiany w mieszkaniu. stary komputer siemensa z wielkim monitorem CRT poszedł się chować pod biurko, a mój wspaniały demon mocy obliczeniowej (aka Hilbert) zajął wreszcie należyte mu miejsce w rogu pokoju. tym samym ja teraz siedzę przy biurku Kuby, a Karolina przy tym mniejszym (bo laptop nie zajmuje zbyt wiele miejsca) — zawsze to jakaś korzyść dla mnie.
nie muszę chyba mówić, że laptop jest wspaniały? co z tego, że nie najnowszy, nie najszybszy i nie najładniejszy — jest przenośny, można z nim usiąść w fotelu; jest cichutki i ma stację dokującą, do której można sobie podłączyć duży monitor LCD przez wyjście DVI. nie widzę wad. na dodatek Karolina zainstalowała sobie wczoraj Ubuntu Studio na nim, wszystko śmiga jak szalone, z marszu działa poprawnie wifi, bluetooth, irda, tablet i sprzętowa akceleracja grafiki ati. jedyne, czego nie udało nam się poprawnie skonfigurować to hibernacja/wstrzymywanie. niby działa, ale nie do końca poprawnie. jest niemalże gites jednym słowem.
patrząc na rosnącą szajbę własną na punkcie tego urządzenia, z przerażeniem i niecierpliwością wyglądam dnia, w którym sprawię sobie swój własny “komputer przenośny”. już powiedziałem Karolinie, że będę z nim spał, i słowa dotrzymam!
blog comments powered by Disqus