przed paroma chwilami dojechałem do domu po okropnym występie na Seminarium Pryncypała (Finitism, nawiasem mówiąc) i w związku z tym postanowiłem jakoś uprzyjemnić sobie czas. a jak lepiej uprzyjemniać, jeśli nie pisząc na joggerze (vide Smtn)? tematów jest bez liku, ale może na dziś wystarczy to, co dla mnie najistotniejsze, czyli próbowanie nowej bety Ubuntu 8.04.
jako że jestem wielkim miłośnikiem Ubuntu, zawsze staram się pobierać bety gdy tylko wyjdą, instalować, testować, wysyłać bugreporty etc. zazwyczaj też testowanie bety wiąże się u mnie z wielką radochą i wychwalaniem nowej wersji pod niebiosa. niestety, w przypadku 8.04 sprawy miały się trochę inaczej, w przeciwieństwie do wrażeń Szopy, który nie omieszkał się nimi podzielić ze mną dziś podczas przerwy w moim żałosnym referacie.
z początku wszystko szło pięknie. poczytałem uwagi i caveaty, po czym wklepałem sudo update-manager --devel-release i zająłem się przez następne dwie godziny czym innym.
dalej było już tylko gorzej. po restarcie okazało się, że nie mam dźwięku, nie odtwarzają mi się płyty dvd (desperatki!) i system działa, ogólnie rzecz biorąc, wolniej. takie przynajmniej odniosłem wrażenie, a zazwyczaj bywało ono odwrotne. okazało się, że podczas apgrejdu jakieś dziwne hece się porobiły z modułami. kilka razy dpkg --purge i ręczna instalacja pakietu linux-386 załatwiły sprawę. potem jeszcze tylko kodeki, wyłączanie niepotrzebnych usług (z trackerem na czele) i już jest lepiej. czy nowe ubuntu ma jakieś zalety? ma.
GNOME 2.22 ze wszystkimi swoimi dobrodziejstwami (mnie najbardziej podoba się wordclock, nie wiem dlaczego);zmiany są na plus, a beta chodzi w miarę stabilnie. jedyne dotychczas napotkane problemy dotyczą programów opartych o mono, które nie chcą się poprawnie zamykać (błąd zgłoszony przez wielu użytkowników). poza tym wszystko gra. zachęcam wszystkich użytkowników i sympatyków Ubuntu do testowania i zgłaszania błędów. warto, bo bilans wychodzi jednak zdecydowanie na korzyść twórców Ubuntu.