KUL i lęki

jak zapewne niektórym wiadomo, we wrześniu wyjeżdżamy sobie z Karoliną do kraju starej unii, właściwie to do kraju wspólnoty węgla i stali, aby tam przez rok mieszkać i studiować na ichniejszym katolickim uniwersytecie. radochy z tym co niemiara, bo nie dość, że erasmus, to jeszcze we dwójkę w jedno miejsce i na dodatek na rok czasu. jak tylko pomyślimy, że będziemy się tam zaszywać w bibliotece kampusu Arenberg, raczyć belgijskim piwem i lansować ostro na MSc. in AI, to od razu robi nam się cieplej. z tym, że Karolinie chyba lżej myślenie o tym wszystkim przychodzi, a mi, jak zawsze, ciężej.

Szopa nabija się ze mnie, że boję się wszystkiego niczym jego pies, ale niestety jest w tym odrobina prawdy. swoje lęki mam zamiar upublicznić, mając tym samym nadzieję, że czytelnicy dasNichtsa zniwelują je swoimi pokrzepiającymi komentarzami. here it goes:

  1. pierwszym zasadniczym zmartwieniem ciążącym na głowie kazika jest kasa. albo nawet: kasa. ludzie! przecie tam wszystko takie drogie! stypendium takie małe! kaucja za mieszkanie! bułki po dwa euro! niby jestem zdolny chłopak, jakieś doświadczenie w network administration i computer programming mam, ale boję się braku flo do tego stopnia, że czasem spać nie mogę jak zacznę o tym myśleć;
  2. drugim jest kupno komputera (komputerów?) przenośnych. nieco wiąże się ze strachem kasowym, ale dodaje doń niewiedzę przy wyborze. nie znam się na laptopach, nie wiem ile kasy jest rozsądnie na nie wydać, nie wiem gdzie i jakie kupić, nie wiem co mi będzie działało na linuksie i w ogóle nie wiem. a z tej niewiedzy lęk wyrasta (Szopa, nie śmiej się);
  3. trzecim natomiast, niespodziewanie, jest latanie. okazuje się bowiem, że do Leuven najszybciej i najtaniej można się dostać samolotem. ja nigdy jeszcze nie leciałem i kiedyś wydawało mi się, że chciałbym się przelecieć. a teraz czuję jakiś dziwny niesprecyzowany lęk przed lataniem i wszyscy się ze mnie śmieją. och, spółko Intercity, dlaczegóż zlikwidowałaś mi Jana Kiepurę do Brukseli, och dlaczegóż?
  4. czwartym i o dziwo najmniejszym lękiem jest pisanie magisterki. mam promotorkę, mam zarys tematu w głowie (w okolicach AI), coś się z tego urodzi. lękam się jedynie, że może to być magisterka, z której nie będę zadowolony.

i tu następuje apel o pokrzepiające komentarze, sugestie, uwagi etc. jeśli ktoś chce darmo oddać laptopa (albo dwa), to wezmę. jeśli ktoś chce mnie przewieźć samochodem do Leuven, to wsiądę. jeśli ktoś chce mi podarować parę tysięcy euro, to z chęcią przyjmę. tylko tyle i aż tyle, nie?

blog comments powered by Disqus