ostatnio w tzw. linuksowym światku dużo się mówi o najnowszych dystrybucjach. nie bez powodu, bo w końcu kilka tygodni temu Canonical i S-ka zaprezentowali najnowsze Ubuntu 8.04 “Hardy Heron”, niedługo później ekipa RedHata i Fedora Project pokazali 9-tą wersję swojej dystrybucji (“Sulphur”). żeby tego było mało, za 6 dni Novell zapowiada premierę openSUSE 11.0. dzieje się, że hej, a więc ja, wasz ulubiony miłośnik linuksa, postanowiłem przyjrzeć się każdej z osobna (w końcu sesja jest).
zanim przejdę do uwag odnośnie do konkretnych dystrybucji, warto pamiętać o kilku sprawach (w punktach zapodam, teraz to takie modne):
- trzy wspomniane wyżej dystrybucje są najbardziej popularnymi wersjami systemu GNU/Linux wedle serwisu Distrowatch;
- wszystkie trzy chcą być bardzo przyjacielskie dla użytkowników komputerów biurkowych i laptopów; mają być wygodne i łatwe w obsłudze;
- wszystkie oferują wybór pomiędzy różnymi środowiskami graficznymi;
- wszystkie kuszą najnowszymi aplikacjami i najnowszymi rozwiązaniami.
dodam jeszcze tylko, że przetestowałem wszystkie wyżej wymienione dystrybucje w różnych wersjach (x86_64, x86, z domyślnym GNOME, z domyślnym KDE 3.5 lub KDE 4.0) i wszystkie instalacje były robione od zera (żadnych apt-get dist-upgrade czy upgrade’ów przez yuma). już zaczynam konkrety.
Ubuntu 8.04 “Hardy Heron”
zalety:
- szybkość;
- spójny estetycznie, choć nieco kontrowersyjny wygląd;
- ogromna ilość dostępnych aplikacji w repozytoriach oficjalnych, do tego mnóstwo nieoficjalnych pakietów (choćby getdeb.net);
- najpopularniejsza dystrybucja linuksa na świecie, największa społeczność, ogromne fora dyskusyjne;
- prosty w obsłudze mechanizm instalacji wtyczek do Firefoxa, prosta instalacja kodeków chronionych patentami (mp3, DVD i takie tam);
- szybki i prosty mechanizm zarządzania pakietami;
- prosta konfiguracja efektów pulpitu 3D, compiz-fusion; jeśli posiadamy popularną kartę graficzną, compiz włączy się automatycznie;
- prosta instalacja sterowników własnościowych (np. do kart graficznych czy wi-fi);
wady:
- instalacja i wstępna konfiguracja są niemal całkowicie zautomatyzowane; jeśli nie posiadamy jakiegoś egzotycznego sprzętu, to fajnie; jeśli posiadamy, to lipa, bo system nie oferuje prawie żadnych graficznych narzędzi do konfiguracji systemu i pozostaje nam ręczna edycja /etc (chociaż, patrz wyżej, w związku z ogromną i chętną do pomocy społecznością raczej nie będzie z tym problemów);
- wersja 8.04 zawiera sporo bardzo świeżego i przez to nie zawsze stabilnego oprogramowania (np. FFox 3 beta); chociaż to może nie jest specjalnie dużym problemem, bo aktualizacje wychodzą bardzo często;
- instalując za pomocą standardowego instalatora nie mamy żadnej kontroli nad tym, jakie pakiety zostaną zainstalowane (Ubuntu instaluje, że tak powiem, zestaw standardowy numer jeden);
openSUSE 11.0 RC1
zalety:
- wsparcie Novella; system jest całkiem stabilny (choć to nadal nieoficjalna wersja);
- podobnie jak w Ubuntu, wszystko prezentuje się bardzo estetycznie (dotyczy zarówno KDE3, KDE4 jak i GNOME);
- o właśnie, openSUSE świetnie wspiera najnowsze KDE4; ze wszystkich znanych mi dystrybucji robi to najlepiej;
-
YaST, czyli główne narzędzie konfiguracyjne — potężny program, którym skonfigurujemy wszystko, nawet tablet graficzny (o ile zajdzie taka potrzeba, ponieważ, jak w Ubuntu, popularne podzespoły zostaną automatycznie skonfigurowane przy instalacji systemu); występuje w wersji Qt i GTK, więc świetnie integruje się z każdym środowiskiem graficznym;
- standardowo instaluje Novell AppArmor, co bardzo pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo systemu;
wady:
- działa całkiem szybko, ale niestety wolniej niż Ubuntu (przynajmniej na moim komputerze);
- YaST — niestety może też powodować problemy, bo jeśli czegoś nie uda nam się skonfigurować za jego pomocą, to ręczna edycja plików konfiguracyjnych może być kłopotem;
- wersja RC1 zawiera kilka niedoróbek, ale przemilczamy je, bo to w końcu RC1;
- dla osób zrażonych do Novella wadą będzie sam fakt, że dystrybucję właśnie on sponsoruje;
- liczba pakietów całkiem spora, ale mimo wszystko mniejsza niż w Ubuntu czy Fedorze;
- system nie proponuje instalacji niewolnych kodeków i własnościowych sterowników (choć jest oczywiście forum społeczności, gdzie wszystko nam wyjaśnią);
Fedora 9 “Sulphur”
zalety:
- znów jest ładnie, wszystko takie niebieskie i estetyczne;
- bardzo duża ilość pakietów;
- standardowa instalacja SELinux, więc mamy całkiem nieźle zabezpieczony system out of the box;
- działa dużo szybciej niż poprzednia wersja;
- używa programu zarządzania pakietami PackageKit, który jest chyba najprostszym interfejsem do zarządzania oprogramowaniem jaki w życiu widziałem;
- świetny instalator, szybki i pozwalający na konfigurację systemu podczas instalacji (o ile użytkownik oczywiście tego chce);
- bardzo bardzo dobre skrypty automatycznie konfigurujące sprzęt (jedyna dystrybucja, która od razu bez najmniejszych problemów wykryła i skonfigurowała poprawną rozdzielczość (1440x900) na moim 19” monitorze);
wady:
- wersja x86_64 potwornie pamięciożerna (x86_64 ma to do siebie, że zużywa więcej pamięci, ale tutaj problem jest naprawdę poważny: przy aktualizacji pakietów zaraz po instalacji zjadło mi 512 RAM i prawie gigabajt swapa);
- Fedora proponuje instalację komercyjnych wtyczek do mp3 i innych chronionych kodeków; aby skorzystać z darmowych, trzeba dodać repozytorium livna lub inne nieoficjalne);
- SELinux jest nadal niedorobiony; w obecnej wersji zawiera automatyczny troubleshooter, który sam nam podpowiada jak rozwiązać pewne problemy sugerując konkretne komendy; niestety, ich wywoływanie nie przynosi żadnych rezultatów, błędy sypią się dalej;
- wychwalany PackageKit jest w istocie prosty, tak prosty, że aż… za prosty; naprawdę, Fedorze brakuje graficznego narzędzia do zarządzania oprogramowaniem, bo ani PackageKit ani Yumex nie nadają się, gdy chcemy zainstalować kilkanaście paczek naraz lub szukać w niestandardowy sposób;
- Fedora 9 zawiera standardowo KDE 4 i nie wspiera KDE 3.5; nic to, jednak wsparcie dla najnowszego (nie grzeszącego przesadną stabilnością) KDE jest, zwłaszcza w porównaniu do openSUSE, bardzo marne;
tak to pokrótce wygląda. jak widać nie są to szczegółowe testy, a raczej kilka luźnych uwag, ale mam nadzieję, że się przydadzą. zaznaczam też, że spośród wszystkich powyższych dystrybucji tylko jedną testowałem (a właściwie, Karolina testowała i nadal testuje) na laptopie, wszystkie inne instalowałem na swoim komputerze stacjonarnym. ach tak, oczywiście, zapomniałem podać jego konfiguracji: AMD Sempron 3000+, 512 RAM, dysk WD 250 GB, grafika Nvidia GeForce 6100 (układ wbudowany na płycie), dźwięk… chyba jakiś Realtek (też coś wlutowanego w każdym razie) i monitor LCD LG 19”.
na koniec mała dygresja: gdy jechałem ostatnio z kolegą z pracy autobusem, obaj zgodziliśmy się co do tego, że wszyscy znani nam miłośnicy Slackware’ów, Gentoo i innych trudnych dystrybucji przeszli ostatnio na jedną z trzech popularnych, wymienianych wyżej. powód? niczym w Monty Pythonie — pewnego dnia, gdy po raz kolejny coś się sypnęło, gdy nie możemy skonfigurować nowej karty graficznej, albo gdy po aktualizacji dźwięk przestał działać i nikt nie wie dlaczego, stwierdzamy z rezygnacją: “oh, you’re no fun anymore”. o ile w dawnych czasach (tj. na początku XXI wieku) dobrych klikalnych wersji linuksa było jak na lekarstwo (nie zapomnę instalowania starego Mandrake’a 8.0 w szkole i problemów z nim związanych) i wszystko trzeba było sobie skonfigurować/skompilować samemu, o tyle dziś świat FLOSS poszedł bardzo do przodu i szkoda tracić czas na majsterkowanie. my obaj również zaliczamy się do tej grupy. pamiętam piękne czasy Slackware 7.0 albo Gentoo 1.4, wiem, że wiele się wtedy nauczyłem i wiele zawdzięczam, ale obecnie wolę poklikać i mieć sprawny system, dlatego po skończeniu testów Fedora 9 została już na dysku (na partycji obok naturalnie cały czas siedzi Arch, tak na wszelki wypadek). zarówno Ubuntu, Fedora, jak i openSUSE występują w wersjach live, a więc można je wypróbować bez konieczności instalowania na twardym dysku. zatem zachęcam, testujcie (pozdrowienia dla Topika).